Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

 

   Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb czytelników. Mogą też stosować je współpracujące z nami firmy. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.

 

   Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej  Polityce prywatności.

 

W zasadzie od rozpoczęcia Majdanu, a od aneksji Krymu już zdecydowanie, przebija się do świadomości Polaków problem stosunku do przemian i wojny na Ukrainie. W mediach nie tylko internetowych ścierają się ze sobą niemalże wykluczające się poglądy, przedstawiające nieraz skrajnie odległe od siebie stanowiska. Warto się temu przyjrzeć jak i wyrobić sobie własne zdanie.

 

Przez pryzmat dawnej historii

   Ukraina, czy w rozumieniu obszarów na wschodzie, czy rozumiana jako naród, jest obecna w historii Polski od czasów jagiellońskich. Zbyt późno przez ówczesne elity zauważony problem wykształcenia się w granicach I Rzeczypospolitej nowego narodu, aspirującego słusznie do miana trzeciej siły składowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zaważył na całej późniejszej historii stosunków polsko-ukraińskich. Nie jest moim zamiarem przypominanie całej długiej i nieraz bardzo bolesnej historii tych stosunków, jednak o kilku kluczowych wydarzeniach trzeba wspomnieć.

   Po okresie rozbiorowym Wiosna Ludów 1917-18 zrodziła nadzieję na odbudowę nie tylko niepodległej Polski. Niemal wszystkie narody podbite wcześniej przez carską Rosję z dużym natężeniem i determinacją starały się odzyskać, jeśli nie niepodległość to choć jak największą autonomię. Rodziło to oczywiste konflikty, albowiem na wielu terenach, szczególnie na tzw. Kresach przemieszanie ludnościowe, generujące wpływy kulturalne czy polityczne, było na tyle duże, że obiektywne określenie przyszłej przynależności musiało zostać zastąpione rozstrzygnięciem siłowym. Biliśmy się z Litwinami o Wilno i z Ukraińcami o Lwów, tak samo jak z Niemcami o Śląsk czy Prusy Wschodnie, a z Czechami o Zaolzie i Ziemię Cieszyńską. Polsce i Litwie udało się odtworzyć niepodległe państwa, Ukraińcom nie.

   Nie udało się, pomimo prób czynionych głównie przez Marszałka Piłsudskiego, doprowadzić do kompromisu dającego w przyszłości szansę na sojusz środkowoeuropejski. Końcowe ustalenie granic wschodnich II RP stało się jednocześnie przyczyną przyszłych tragedii. Ukraińcy, głównie z części Ukrainy przypadającej Polsce, zaczęli traktować nasz kraj jak okupanta. Do eskalacji konfliktu nabrzmiewającego na Kresach przyczyniły się, choć w różnym stopniu, obie strony.

pilpet

Piłsudski i Petlura wśród żołnierzy polskich i ukraińskich. Stanisławów 1920, foto: Wikimedia

II Wojna Światowa

   IV Rozbiór Polski, dokonany zbrojnie przez Niemcy i Sowiety we wrześniu 39 tylko pogorszył sytuację. Elity ukraińskie, szukając sojuszników, starały się pozyskać przychylność hitlerowskich Niemiec do idei choćby autonomii. To jednak Niemcom prawie do końca wojny nie odpowiadało, nie przeszkadzając im jednak wykorzystywać Ukraińców w formacjach pomocniczych. Ci z kolei, nie widząc realnych efektów współpracy z Niemcami, skoncentrowali się na rozbudowie podziemia, politycznego i zbrojnego. Jako jedyna realna ukraińska siła zaistniała OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) i jej zbrojne ramię UPA (Ukraińska Powstańcza Armia).To w głowach przywódców tych organizacji pojawił się szatański pomysł rozwiązania problemu wymieszania ludnościowego – korzystając z zakładanej bierności Niemców zaplanowano przepędzenie ludności polskiej z potencjalnie spornych terenów. W pierwotnym założeniu miano Polaków przestraszyć i przepędzić – w praktyce ich opór spowodował niekontrolowaną eskalację – mordowano najpierw opornych, a potem wszystkich bez wyjątku. Polsko-ukraińskie Kresy, szczególnie Wołyń i Galicja Wschodnia, w latach 1943-44 spłynęły krwią ponad 100 tys. Polaków i kilkunastu tysięcy Ukraińców. Polska samoobrona, nie będąc realnie w stanie powstrzymać UPA, dokonywała akcji odwetowych. Setki tysięcy Polaków uciekło z Kresów porzucając wszystko. A na to wszystko z uśmiechem patrzyli Niemcy i Rosjanie.

   Kiedy wiosną 1944 Armia Czerwona wkraczała na Kresy, konflikt polsko-ukraiński bardzo jej odpowiadał. Idące za frontem NKWD zwalczało każdą możliwą metodą i polskie, i ukraińskie podziemie, ale wykorzystując konflikt, a nie go powstrzymując – dopóki Polacy i Ukraińcy strzelali do siebie, mieli ułatwione zadanie. Co więcej, gdy konflikt przygasał, trzeba było go podtrzymać wszystkimi dostępnymi metodami. Dla przykładu - pojawiały się tzw. oddziały pozorowane, które najpierw udając UPA napadały na Polaków, a potem w polskich mundurach napadały na Ukraińców. Oczywiście wszystko wspierała potężna machina propagandowa, działająca w ten sam sposób po obu stronach granicy. Głównym wrogiem dla Polaków mieli być Ukraińcy i odwrotnie. Nawet wtedy, gdy realnie konflikt wygasał w latach 47-49, machina propagandowa sowietów nieprzerwanie nagłaśniała prawdziwe, ale też wymyślone zbrodnie, kreując obraz rezuna Ukraińca i wyzyskiwacza-krwiopijcy Polaka. Prawda była już jednak zupełnie inna.

   Rzeź Wołyńska była faktem niezaprzeczalnym, tak samo jak to, że stroną atakującą i dokonującą potwornych zbrodni była ukraińska OUN-UPA. Przelana krew rodzi zapiekłość i chęć zemsty, która również, choć w znacząco mniejszej skali, miała miejsce. Dochodziło do tego, że ginęli z rąk UPA Ukraińcy ratujący Polaków, a Polacy w akcjach odwetowych palili ukraińskie wsie. Otrzeźwienie Sowieci najpierw skutecznie blokowali, a potem rozpoczęli bezwzględną likwidację sił obu stron. Niemal równocześnie nastąpiła eksterminacja po obu stronach granicy – po polskiej najpierw polskie podziemie, dopiero potem resztki UPA, po stronie radzieckiej bardziej równomiernie, ale najpierw silniejsza UPA. Polską część, historię Żołnierzy Wyklętych, znamy już całkiem nieźle – wiemy, że walczyli niezłomnie do lat 60-tych. Mało jednak Polaków wie, że UPA walczyła z sowietami równie, jeśli nie nawet bardziej zaciekle, i równie długo.

   Co bardzo ważne i mało znane – już na wiosnę 45’ polskie i ukraińskie podziemie próbowało choćby wygasić wzajemny konflikt. Zawierano, nie tylko lokalnie, porozumienia o nieagresji, a w niektórych wypadkach decydowano się nawet na wspólne akcje przeciw sowietom. Te próby zatrzymania wzajemnej agresji, nie mogły się jednak przebić do świadomości żadnego ze społeczeństw – z jednej strony oba podziemia z tygodnia na tydzień były osłabiane działaniami sowietów, z drugiej strony propaganda sowiecka bardzo skutecznie eskalowała konflikt – w Polsce podkreślając prawdziwe i wymyślone winy Ukraińców, na Ukrainie – Polaków. Nad obydwoma nacjami zapanowała Czerwona Zaraza. W więzieniach, łagrach i na syberyjskich zsyłkach, w tych samych celach siedzieli Upowcy i AK-owcy –ofiary sowieckiej dominacji. Prawdę zastąpiła nachalna propaganda, tak naprawdę nie skorygowana do dzisiaj.

Upadek Imperium

   Przemiany lat 89-90 przyniosły Polsce ogromną szansę. Wykorzystaliśmy ją, choć niestety tylko częściowo, to jednak głównie dlatego, że pewien minimalny stopień wolności, odrębność kultury i języka udało nam się zachować pomimo sowieckiej okupacji. PRL był tworem pseudo-polskim, pozwalał jednak na wielokrotnie więcej niż w republikach ZSRR. W PRL były protesty studenckie i robotnicze, była Solidarność, było niepodległościowe podziemie stanu wojennego. Była, choć znacząco zniekształcona, polska kultura i historia. Był czas pozwalający choć w minimalnym stopniu podtrzymać niezależne myślenie, zainicjować proces odbudowy samodzielnych elit. Na Ukrainie, będącej nie tylko nominalnie Sowiecką Republiką, to było praktycznie niemożliwe. Systemowa sowietyzacja, przed II Wojną Światową Hołodomor – Wielki Głód i stalinowskie czystki, a po wojnie niesłabnące represje wobec wszystkich ukraińskich elit, określały stopień wolności. Jeśli kariera, to tylko w partii, jeśli kultura to po rosyjsku, jeśli gospodarka, to tylko planowa, żadnej własności i samodzielności. Praktyczny brak tradycji własnej państwowości. Naród, który powstał i cały czas walczył o samostanowienie - ciągle bezskutecznie. Obiektywnie, w roku 90, w chwili rozpadu ZSRR, Ukraińcy mieli sytuację nieporównanie gorszą od naszej. Wielokrotnie gorszą.

   Różnie możemy, i powinniśmy, oceniać proces przemian w Polsce po roku 89-tym. Zrobiliśmy dużo i jednocześnie dużo za mało. Ale gdy porównamy uczciwie sytuację naszą i Ukrainy, to realnie oni zrobili więcej. Nie dlatego, że nas wyprzedzają, ale dlatego, że startowali z o wiele gorszego miejsca. Wszystkie niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą transformacja od zdławionego narodu do suwerennego państwa, na Ukrainie są zwielokrotnione. Oligarchizacja jest wynikiem braku tradycji jakiejkolwiek wolnej gospodarki. Korupcja i przestępczość są spadkiem po komunizmie, który bez korupcji nie potrafił funkcjonować. Braki w wiedzy, świadomości narodowej, znajomości i akceptacji demokratycznych procedur – a gdzie się mieli tego nauczyć? Na bolszewickich uniwersytetach? Ich wielką zasługą jest utrzymanie w tak potwornych warunkach, jakie im zafundował komunizm, choćby resztek dumy narodowej, języka czy kultury. Po roku 90 tak naprawdę nie było wiadomo, w którym kierunku podąży Ukraina. Zależność gospodarcza i polityczna od Moskwy, utrzymywana m. in. przy pomocy wyjątkowo rozbudowanej agentury, zacofanie technologiczne, korupcja i bieda. Ogromny kraj podzielony na strefy wpływów poszczególnych oligarchów, ze słabą władzą centralną, praktycznym brakiem samorządności i narodowych elit, które nie byłyby skażone komunizmem.

   Trzeba było ponad 20 lat, aby choć minimalnie zaczęło się odradzać społeczeństwo obywatelskie, niezależne choć częściowo media, wróciła do świadomości duma narodowa. Próby przyspieszenia skutecznie kontrolowała Moskwa, utrzymując stan „trzy kroki w przód, dwa kroki w tył” i dodatkowo korumpując kogo się da i gdzie się da. Władza centralna usiłowała podtrzymać wrażenie choć minimalnej niezależności, sugerując że rozważa, a nawet się targuje to z UE, to z Moskwą, w którą stronę podążać. I pewnie poszłaby grzecznie w stronę Moskwy, gdyby nie dwa czynniki – paszporty i Internet. Ukraińcy zaczęli bywać na Zachodzie, już nie tylko bezpowrotnie emigrować, ale także wracać z zarobionymi pieniędzmi. Widzieli inny świat, chcieli do niego należeć, otwierali oczy tym, którzy nie wyjeżdżali. Co więcej, Internetu kontrolować władzy w pełni się nie udawało, dzięki czemu młode pokolenie Ukraińców bardzo szybko uczyniło go podstawowym źródłem wiedzy i sposobem komunikacji, nie tylko wewnątrz kraju. Pozorna apatia społeczna była wyrazem oczekiwania, co zrobi władza. A władza pod koniec 2013 roku wreszcie zdecydowała, że ma bliżej do Moskwy. Ukraińcom zabrano niemalże sprzed nosa piękne marzenie. Poszli na Majdan.

Majdanowa Rewolucja

   Nie będę analizował ani szczegółowo opisywał tego, co wydarzyło się na Ukrainie od jesieni 2013 do wiosny 2015, wymagałoby to ogromnej pracy i zajęłoby zapewne setki, jeśli nie tysiące stron. Napiszę w skrócie – Moskwa najpierw nie doceniła Majdanu, potem rękami swojej agentury nieskutecznie próbowała go zdławić, co przyniosło efekt odwrotny, na koniec próbowała go spacyfikować, strzelając do nieuzbrojonych ludzi. Ponad 100 ofiar Majdanu (dokładnej liczby nie znamy i pewnie nie poznamy nigdy) stanowi dziś fundament założycielski odrodzenia narodowego Ukraińców. Władza Janukowycza się rozpadła, on sam i część jego administracji uciekła do Rosji, kompromitując się ostatecznie. Wybrano, w uznanych przez cały świat demokratycznych wyborach, najpierw nowego Prezydenta, potem parlament. Ukraina oficjalnie zwróciła się w stronę Zachodu.

   Moskwa nie może sobie pozwolić na utratę kontroli nad Ukrainą, rozwinę ten temat szerzej w drugiej części. Dla chronologii jedynie przypomnę, że klęska Janukowycza wyraźnie ją zaskoczyła. Nagłe siłowe odebranie Krymu de facto pogłębiło niechęć Ukraińców, ale nie było decydujące. Rosja na Krymie wzięła na siebie tylko problemy, przy okazji unaoczniając słabość Ukrainy. Ale już późniejsza agresja na Donbas – dla Ukraińców bezdyskusyjna – wywołała nienawiść i determinację, jakiej jeszcze niedawno nikt by się nie spodziewał. W bardzo krótkim czasie, z kraju głośno podającego się niemalże za bratni, Rosja stała się jawnym, śmiertelnym zagrożeniem. Jeśli nawet potrafi zmanipulować ten fakt dla Zachodu, w opinii większości Ukraińców jest obecnie znienawidzonym zdrajcą. Przelana krew zwykłych ludzi – bo tak są postrzegane Bataliony Ochotnicze walczące z Rosjanami w Donbasie – już woła o pomstę. Sytuacja jest naprawdę bardzo poważna – żadne ze stron nie może się cofnąć nie ponosząc ogromnych strat. Władza w Rosji – bo buduje pozycję niezwyciężonego hegemona, który czerpie zyski z dominacji – przegrywającego hegemona nikt się nie będzie bał, ani za granicą ani w samej Rosji. Władza na Ukrainie – bo już przekroczono Rubikon, wybór został ograniczony – kto daje zbrojny odpór Rosji wygrywa albo ginie.

   Jest wiosna 2015 – właśnie teraz decydują się losy nie tylko Ukrainy. Jeśli Rosja teraz zostanie powstrzymana, nie odbuduje z powrotem imperium i być może zacznie się powoli rozpadać. Jeśli wygra, jeśli podporządkuje sobie Ukrainę lub chociażby jej większą część – złapie krótki oddech i ruszy dalej. Nie jest zdolna do reform, demokratyzacji, pokojowego współistnienia - już nie. Może zwyciężać albo finalnie przestać istnieć – i tym doskonale wie. Pytanie, czy my to wiemy, i potrafimy wyciągać wnioski.

Zapraszam do lektury Części II

mł. insp. ZS Paweł Wasążnik
Komendant Główny
Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej 


notka

 

 

Z Archiwum Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej

Nasze Archiwum Strzeleckie wciąż wzbogaca się o nowe materiały. Tym razem ...
Prezentujemy pierwszy unikalny eksponat z naszego Strzeleckiego Archiwum, który ...
Nasze Archiwum nie próżnuje i z każdym dniem wzbogaca się o nowe materiały ...
Tym razem mamy dla Państwa perełkę wydaną 20 września 1925 roku w Warszawie. ...

Kontakt

 

  • Związek Strzelecki Rzeczypospolitej,
    94-056 Łódź
    ul. Kostki Napierskiego 6 m. 1
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
  • wkrótce