Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

 

   Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii w celu dostosowania naszego serwisu do indywidualnych potrzeb czytelników. Mogą też stosować je współpracujące z nami firmy. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.

 

   Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Więcej informacji można znaleźć w naszej  Polityce prywatności.

 

W pierwszej części starałem się bardzo skrótowo przypomnieć historię stosunków polsko-ukraińskich, tło historyczne i ostatnie wydarzenia. W drugiej zapraszam do analizy sytuacji bieżącej i rokowań na przyszłość – z punktu widzenia naszych, polskich interesów. Życiowych interesów.

 

Ze smutnym przymrużeniem oka

    Zacznę od krótkiej, przykładowej opowiastki.

    Jest ciepłe wiosenne popołudnie, osiedle domków w miłej okolicy, spokój i cisza. Wychodzimy na spacer, z dziećmi i z psem. Jak ktoś nie lubi zwierząt, to bez psa. Idziemy już dłuższy czas, słońce pomału zachodzi, niedługo trzeba będzie wracać. Ot takie niedzielne popołudnie, jutro znowu do pracy, ale jeszcze jest dziś i można wypocząć. Gdy skręcamy w uliczkę w stronę domu, zaskakuje nas następujący widok: od wschodniego końca ulicy, który wychodzi na lasek, leci facet z zakrwawionym nożem w jednej i pałką w drugiej ręce. W naszą stronę. Zziajany, brudny, co chwila przystaje żeby złapać oddech, raz idzie, raz biegnie truchtem. Przyglądamy mu się przez chwilę, ale wzrok przykuwa co innego – na odcinku który już przebiegł ktoś leży w kałuży krwi, ktoś inny opiera się o płot wyraźnie krwawiąc z rozbitej głowy. Facet z nożem ma do nas jeszcze kilkadziesiąt metrów, za blisko żeby się cofnąć, schować się nie bardzo jest gdzie. Nagle zmienia kierunek i wpada na czyjeś podwórko, słychać krzyki. Teraz kroki na żwirze, facet zaraz wyjdzie. Trzeba szybko podjąć jakąś decyzję:

- Uciekać z dziećmi. A jak się które potknie albo przewróci? Jak daleko trzeba będzie biec?

- Schować się u kogoś na posesji? Jeśli furtka będzie otwarta, on i tak może tam wejść.

- Krzyczeć, wzywać pomocy. Tylko czyjej? To spokojna okolica, wyjdzie ktoś nieprzygotowany i tylko będzie więcej ofiar.

- Zadzwonić po Policję. Ale nawet jak się dodzwonię i wytłumaczę gdzie jestem, zanim przyjadą może być po wszystkim. A jak się nie dodzwonię albo mi nie uwierzą?

- Czy ja mam coś przy sobie, jakąś broń? Chciałem kiedyś kupić pistolet, ale poddałem się wobec konieczności wielomiesięcznych starań, a teraz co? Scyzoryk i parasolka?

- Mam! Po prawej jest płot ze sztachet, nie wygląda za solidnie, tam staniemy i jak facet się zbliży wyrwę jakąś sztachetę i w razie czego sobie poradzę. Najwyżej będę się tłumaczył potem. Idziemy!

Ruszamy zdecydowanie na drugą stronę uliczki. Wtem zza płotu ze sztachet słychać głos:

- Pan go nie prowokuje! On się zaraz zmęczy i sobie pójdzie, a ja zaraz Policje wzywam! I z daleka od mojego płotu!

Staję z rodziną na środku uliczki i widzę, jak facet z nożem i drewnianą pałką staje w otwartej furtce kilkanaście metrów od nas i patrzy. Wprost na nas.

 Ze sztachetą w dłoni

   Przez ostatnie kilkanaście lat nasza zdolność do skutecznej obrony spadła do poziomu, na którym nasze wojska lądowe są zdolne realnie bronić obszaru kilku powiatów. To nie żart, to rzeczywistość, z którą musimy się pogodzić. Nie szkolimy rezerw od 2009 roku, nie mamy nowoczesnych systemów obrony, nie mamy sprawnej infrastruktury obronnej. Miało być bezpiecznie, wyszło jak zwykle. Nawet jeśli przyspieszymy proces modernizacji/odtwarzania zdolności obronnych, zajmie on lata całe, i będzie to szybko. Jeśli przyspieszymy.

   Obywatele III RP mają tak mocno ograniczony dostęp do broni palnej, że nawet teraz poluzowanie przepisów niewiele da, albowiem nawet jeśli teraz będzie można kupować, to jeszcze trzeba zdążyć nauczyć się skutecznie strzelać, nie mówiąc o nie zrobieniu sobie i innym krzywdy. Ten problem, jak i problem wojska, Obrony Narodowej, szkolenia rezerw, jak i przywrócenia Przysposobienia Obronnego z prawdziwego zdarzenia w szkołach, trzeba rozwiązać jak najszybciej. Ale to, tak samo jak bezwzględnie potrzebne przywrócenie wychowania patriotycznego, da efekt za jakiś czas, dłuższy lub krótszy. Zaś problem z facetem, który szaleje z nożem po podwórku naszego sąsiada mamy teraz, w tej chwili. Oczywiście jest możliwość, że się zmęczy, rozmyśli, że sąsiad go pobije i problem zniknie. Pytanie tylko, czy stać nas na komfort biernego czekania. Sztachet jakby co wystarczy, pytanie tylko czy one wystarczą.

   Oczywiście jest jeszcze NATO, skupiające większą część demokratycznego świata, posiadające broń atomową i znaczne siły konwencjonalne. Piszę „znaczne”, bo pomiędzy członkami nawet „starego” NATO występują w tym zakresie ogromne różnice. Ale są dwa podstawowe problemy – sojusz północnoatlantycki jest zależny od wewnętrznych decyzji politycznych, a tam występują już znaczne różnice zdań, i nie możemy być dzisiaj pewni jakie ostatecznie podejmie decyzje. Po drugie - nawet jeśli będzie chciał nas realnie bronić, to czas potrzebny na przerzucenie do Polski wystarczających sił lądowych jest dziś wielokrotnie dłuższy niż czas potrzebny potencjalnemu agresorowi na zajęcie całej Polski. Nawet jeśli będziemy się dzielnie, tym co mamy, bronić.

   Przypominam, że już raz, nie tak dawno, mieliśmy gwarancje Zachodu. I pewnie były szczere, tylko zabrakło czasu na skuteczną reakcję, w efekcie czego wpadliśmy pod sowiecką dominację na równo 50 lat.

Motywacje faceta z nożem

   Możemy sformułować z dużym prawdopodobieństwem kilka teorii:

Pierwsza - Facetowi z nożem kończą się pieniądze i musi coś z tym zrobić.

Gospodarka Rosji istnieje tak długo, jak długo świat kupuje od Rosji ropę i gaz za dobrą cenę. Reszta jest tłem, uzupełnieniem. W ostatnich latach ilość gazu i ropy na rynkach mocno wzrosła, ze względu i na rewolucje łupkową w USA, jak i rozwój tradycyjnych technologii wydobywczych, które są coraz tańsze. Rosja nie inwestowała w technologię ani alternatywy wydobycia, bo wydawała na armię i potrzeby socjalne, nie mówiąc o korupcji i zarobkach oligarchów. Teraz ma duży problem. Jeśli się komuś wydaje, że facet z nożem zawaha się przed rabunkiem, żeby uratować swoje finanse, ten jest po prostu naiwny.

Druga – Facet z nożem ma poważne problemy w domu.

Sytuacja wewnętrzna Rosji nie należy do najlepszych. Korupcja, alkoholizm, demoralizacja młodzieży, niekontrolowane praktycznie AIDS – to tylko wierzchołki gór problemów, jakie ma dziś ten największy na świecie kraj. W społeczeństwie panuje apatia i zniechęcenie. Poza największymi miastami są potworne braki w infrastrukturze, nie ma pracy, rządzi zorganizowana przestępczość w porozumieniu ze skorumpowaną władzą. Przemysł, ten co jeszcze jest, nie dość, że jest zacofany technologicznie, drogi i mało wydajny, to należy albo do oligarchów albo do państwa. Oligarchowie, jeśli tylko mogą, przenoszą swoje pieniądze, rodziny i interesy na Zachód, bo w Rosji nie znają dnia ani godziny. Władza centralna rządzi poprzez strach.

Trzecia – facet z nożem potrzebuje celu w życiu – jakiegoś wroga.

Wewnętrzna polityka Rosji koncentruje się obecnie na rozpalaniu nacjonalizmu, bo to ostatni czynnik spajający zmęczone społeczeństwo. Przeciętny Rosjanin może cierpieć i znosić niedogodności, pod warunkiem, że może czuć dumę narodową ze swojego imperium. Ale to jest uwarunkowane pasmem zwycięstw, a nie klęsk. Propaganda jest wtedy prosta – definiujemy wroga, zagrzewamy do walki i wyrzeczeń, potem wygrywamy i definiujemy następnego wroga. Nie możemy się zatrzymać, cofnąć, ani przegrać. Bo zginiemy.

   Moglibyśmy pokusić się o szersze rozwinięcie motywacji faceta z nożem. Można wspomnieć o niektórych jego sąsiadach, którzy już dawno się na nim poznali i rozbierają mu dom po kawałku (z południowego wschodu). Można wspomnieć o mongolskich przodkach, wpływających na system wartości, wychowaniu w młodości, i wielu innych czynnikach, ale wszystkie byłyby uzupełnieniem pierwszych trzech. Reasumując – Rosja chce i musi być agresorem, musi wybrać „ucieczkę do przodu”, bo inaczej zapadnie się do środka i rozsypie. Gdyby była w stanie się zreformować, zrobiła by to już dawno. Ale teraz nikt tam nie myśli o reformach, chyba że wojska – jeśli facet z nożem wygra, może stać się hegemonem na następne 50-100 lat. To dla Kremla całkowicie satysfakcjonująca perspektywa.

Kierunki agresji

   Politykę Rosji świetnie opisuje pewna anegdota: ”Z kim graniczy Rosja? Z kim chce. A z kim chce? Z nikim.” Imperialna Rosja, zdolna do podbojów na Zachodzie, bez Ukrainy nie istnieje. Może zagrażać, i zapewne niedługo zagrozi, mniejszym państwom z kręgu byłych republik radzieckich, ale to przekąski bez znaczenia przy daniu głównym. Ukraina ze swoim terytorium, surowcami, rolnictwem czy potencjałem ludnościowym, nad którym Rosja chce zapanować strachem tak samo jak nad własnymi obywatelami, jest elementem w Imperium niezbędnym. Formy dominacji jeszcze niedawno mogły być łagodne – prorosyjski prezydent i rząd na Ukrainie w zasadzie Rosję satysfakcjonował. Ale nie doceniła ona przemian w społeczeństwie ukraińskim i politycznie przegrała z Majdanem. Dlatego natychmiast odebrała Krym i zaatakowała Donbas, pod płaszczykiem „buntów społecznych”, propagandowo stworzonych dla powstrzymania od zbyt dynamicznej interwencji krajów Zachodu. Rosja i tu przegrywa – determinacja Ukraińców i ich wola walki okazały się wielokrotnie większe, niż zakładano. Pomimo planowego demontażu ukraińskiej armii, szeroko uplasowanej agentury i szantażu gazowego Ukraina jak do tej pory skutecznie powstrzymuje agresję. Jak do tej pory.

   To dla Rosji kwestia kluczowa – każdy „bratni kraj” musi być pod jej kontrolą, musi być posłuszny jej woli i zaangażowany w odbudowę imperium. Dlaczego? Jedyne, co tak naprawdę przeraża władców Kremla, to erozja od wewnątrz, bunt społeczny, który zamieni apatię i bezsilność w determinację. Musi być spokój i porządek wewnątrz – po co? By rozpocząć dalsze podboje, by zaspokoić głód wewnętrzny z niezmierzonych zapasów Zachodu, by porządek moskiewski zapanował nad światem, karmiąc Rosję pracą kondominiów. Oto prawdziwy cel ekspansji. Ktoś nie wierzy? Proponuję kwerendę po historii niedoścignionego wzorca dzisiejszych władców Rosji – ZSRR. To Związek Radziecki „eksportował rewolucję” niesioną na bagnetach Armii Czerwonej na cały świat, straszył wszystkich bronią atomową i pod płaszczykiem walki z wyzyskiem obalał kolejne rządy instalując swoje marionetki. ZSRR nie wytrzymał starcia ekonomicznego, gdy na Zachodzie pojawili się przywódcy rozumiejący jego ukrytą grę i potrafiący jej przeciwdziałać. Wtedy Imperium Zła wykonało kosztowną woltę i zaczęło się odradzać, mamiąc skutecznie Zachód przez ostatnie ponad 20 lat. Bardzo skutecznie.

 

Nasze losy w szczęśliwej Europie

   Gdzie Rosja podąży, gdy zapanuje nad Ukrainą? Znamy odpowiedź na to pytanie. Oczywiście w międzyczasie facet z nożem, dla porządku i chwili oddechu, oraz dla podtrzymania wrażenia, że jest niepoczytalny, poszaleje tu i tam, zajmie Mołdawię (bo kto mu zabroni?), może sfederuje się z biedną i pokrzywdzoną Serbią, może kupi sobie Grecję (Cypr już kupił). Wysoko prawdopodobne jest również, że przetestuje NATO wywołując „bunty” w krajach bałtyckich, po czym błyskawicznie je anektuje, stwarzając fakty dokonane. Pomoc po prostu nie zdąży nadejść – a kto wyśle wojska do jakiegoś kraiku, który właśnie w „demokratycznym referendum” zadeklarował unię z Rosją? Niemożliwe? Czyżby? A Krym?

   Rosja do dalszych podbojów musi graniczyć z Niemcami. Nawet jeśli w przyszłości planuje ich napaść i wymordować, najpierw da im wszystko czego będą chcieli, żeby tylko z nimi graniczyć. Dolny i Górny Śląsk, Pomoże Zachodnie, może nawet Wielkopolskę? A dlaczego by nie, co to – swoje daje? Dla przypomnienia – tak już było kilka razy, w 1939 po raz ostatni. Nawet argumenty miała zawsze Rosja - ZSRR bardzo podobne – ochronę ludności białoruskiej i ukraińskiej zagrożonej w wyniku upadku Rzeczypospolitej. A że sami ją dobili? A kogo to obchodziło? Bardzo podobny scenariusz, z odwróconymi rolami, może być powtórnie zrealizowany – szybko i sprawnie. Pewne jego elementy przygotowawcze już widać. Dla przykładu – teatralne zaostrzenie stosunków na linii Merkel - Putin. Dlaczego? Bo w chwili „zagrożenia dla pokoju” każde z nich zagarnie co się da pod pozorem ochrony przed tym drugim. Potem ogłoszą „wieczny pokój”. Inny przykład – Ruch Autonomii Śląska jako powtórzenie pomysłu z Goralenvolk. Dla kogoś, kto chce patrzeć i widzieć, tych przygotowań, z obu stron, jest o wiele więcej.

   Przy okazji możecie Państwo zapytać – czy Niemcy o tym nie wiedzą, czy są ślepi, przecież przyspieszają własny upadek. Otóż po pierwsze świetnie wiedzą, i znają konsekwencje. A po drugie – nie tylko wiedzą, ale w pełni świadomie kroczą tą ścieżką, albowiem liczą na to, że w zwarciu pokonają Rosję. Hitler, uderzając na ZSRR w czerwcu 1941, wyprzedził Stalina o dwa tygodnie. Dwa tygodnie – i Armia Czerwona ruszyłaby na podbój Zachodu. Co różni czerwiec 41 od kwietnia 2015? W czerwcu 41 Niemcy prowadzili nierozstrzygniętą jeszcze wtedy wojnę z Aliantami. Kto dziś odmówi Niemcom pomocy, gdy ogłoszą że napadnięto Unię Europejską? Najwierniejszy, otumaniony i bezwolny sojusznik Francja czy siedzące im w kieszeni Włochy? Portugalia? Niemcy nie mają broni atomowej, ale Francja ją ma, a oni mają Francję. Zakładam, że Brytyjczycy do tego czasu albo wyjdą z UE, albo ogłoszą neutralność. Otóż, i to jest naprawdę przerażające, Niemcy mogą mieć rację. Ze swojego punktu widzenia.

   Ostatnia uwaga – zanim Rosja powtórnie ruszy na Zachód, albo Niemcy, z UE pod pachą, na Wschód, będzie potrzebny okres przygotowawczy. W zależności od sytuacji wewnętrznej w Rosji od roku do kilkudziesięciu lat. Na ustabilizowanie uzyskanych terytoriów w Europie Środkowo-Wschodniej. W duchu pojednania Rosja-Niemcy (UE). Mam nadzieję że jeszcze pamiętamy co to znaczy.

 

Pierwsze oznaki burzy

   Dlaczego nikt z elit politycznych UE, czyli z Niemiec, nie był poważnie zainteresowany rzetelnym wyjaśnieniem tragedii smoleńskiej z 10 kwietnia 2010, i nie jest do dzisiaj? Bo bez względu na to co tam się stało, było to na rękę WSZYSTKIM. Oczywiście wszystkim ważnym. Co istotne – widać dziś wyraźnie, że jest to sytuacja szczególnie dla Berlina korzystna – może być skutecznym czynnikiem destabilizującym sytuację nad Wisłą. Polska prowadząca niezależną politykę, w dodatku jagiellońską tzn. integracji środkowoeuropejskiej, jest śmiertelnym wrogiem i Moskwy, i Berlina z Brukselą. Jedyna polityczna alternatywa dla Polski – pomijając niemieckie lub rosyjskie kondominium – blok państw „Międzymorza” – jest przeciwieństwem polityk obu naszych ambitnych sąsiadów. Kłania się teoria cywilizacji Feliksa Konecznego – nie ma innych dróg, bo nie możemy się jako naród przenieść do Ameryki Środkowej albo na Grenlandię. A jeśli zostaniemy tu gdzie jesteśmy, mamy trzy możliwości: stać się Europejczykami - Niemcami (może i spora część, reszta do roboty), Rosjanami (mała część, większość do roboty) albo walczyć o własną, niezależną pozycję.

   Sami przegramy, szczególnie jeśli dojdzie w tej sprawie do ponownego zawarcia choćby tymczasowego sojuszu Berlin – Moskwa, jeśli oczywiście nie jest on już zawarty. Wygrywaliśmy, nie tylko w sensie militarnym, ale głównie w sensie istnienia samodzielnego państwa, wtedy gdy byliśmy w sojuszu z innymi, będącymi w podobnej sytuacji narodami. Ktoś powie – to dziś szalenie trudne, prawie niemożliwe. W środku sytej i bezpiecznej Europy – tak, niezmiernie trudne. Ale w sytuacji fizycznego zagrożenia istnienia narodu – a o takim zagrożeniu dziś rozmawiamy – wcale nie niemożliwe. Wbrew pozorom podobne wnioski wyciągają inne narody – z szybkością wprost proporcjonalną do wzrostu potęgi Moskwy. Co więcej – taka inicjatywa byłaby w dłuższej perspektywie bardzo korzystna dla USA, co Amerykanie sygnalizowali delikatnie przed Obamą i zaczynają robić to z powrotem.

   Inicjatywa jest w rękach Polski i Polaków. Nie tylko poprzez wrzucenie kartki wyborczej.

Zapraszam do lektury Części III

mł. insp. ZS Paweł Wasążnik
Komendant Główny
Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej 


notka

 

 

Z Archiwum Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej

Nasze Archiwum Strzeleckie wciąż wzbogaca się o nowe materiały. Tym razem ...
Tym razem mamy dla Państwa perełkę wydaną 20 września 1925 roku w Warszawie. ...
Prezentujemy pierwszy unikalny eksponat z naszego Strzeleckiego Archiwum, który ...
Nasze Archiwum nie próżnuje i z każdym dniem wzbogaca się o nowe materiały ...

Kontakt

 

  • Związek Strzelecki Rzeczypospolitej,
    94-056 Łódź
    ul. Kostki Napierskiego 6 m. 1
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
  • wkrótce